|
piątek, 09 grudnia 2011
poniedziałek, 21 listopada 2011
I am my own boss
poniedziałek, 03 października 2011
Polowanie na pomaranczowo-czerwony pazdziernik
Martitka,
Moja Jedyna Czytelniczko. Poczulem nagly
wyrzut sumienia, ze dawno niczego tu nie skrobnalem.
A wiec.
Po malej fali upalow. Zaczela sie juz na
pewno jesien. A jesien ma na moje myslenie wplyw szczegolny.
W szczegolny sposob ja lubie, bo dobrze mi
sie kojarzy. Nastrojowo. Z kasztanami i pomaranczowo-czerwonymi liscmi, ktore
pamietam ze spacerow z dziecinstwa.
Z chwila mala zadumy nad herbata z sokiem
malinowym i tanim herbatnikiem na koronkowej serwetce u babci czy
cioci.
Wiem, brzmi to pewnie dziwnie w ustach
faceta, ale przypominam, ze skoro jestem bi, wolno mi wiecej, hehe.
Tez z ksiazka mi sie jesien kojarzy. Bo
wreszcie jest na nia czas z racji dluzszego wieczoru.
I z rozmowami przy swiecach jak zabraklo
pradu. Bardzo lubilem te nieczeste wieczory, kiedy wylaczali swiatlo. Robilo sie
tajemniczo, magicznie.
Wiele tracimy w Irlandii, bo tu praktycznie
nigdy nie ma przerw w dostawach pradu. Pamietam, ze pradu zabraklo raz w ost.
paru latach kiedy tu mieszkam, ale po 3 sekundach byl z powrotem.
Szukam ciagle sensu. W kieracie codziennego
robotycznego zycia, polegajacego na wstaniu do pracy, pracy, powrotu z pracy,
pracy w kuchni (zmywanie, sprzatanie), pracy z dzieckiem (kreatywna zabawa,
mycie, czytanie, kladzenie spac), prasowaniu, sprzataniu, wklepywaniu firmowych
faktur do Excela. Wprawdzie mam godzine wolnego wieczorem, ale jestem juz zbyt
zmeczony, zeby cos ciekawego robic, dlatego zwykle gapie sie w net (Wyborcza -
moj zabojca czasu) albo telewizor (zasypiam na filmie).
Czuje frustrujacy kontrast pomiedzy
filozoficznym wyobrazeniem sensu zycia, ktory ma byc wzniosly, siegac, gdzie
wzrok nie siega, a przyziemnoscia codziennej rutyny, ktora jest powtarzalna jak
kartki wyrzucane z kserokopiarki i nie zmierza do jakiegokolwiek ambitnego
celu.
No i znowu zaczalem narzekac. Zamiast
zastanowic sie co zmienic. Nie mam sily niczego zmieniac? To moze nad tym
powinienem popracowac. Nad energia wewnetrzna. Tylko jak?
Pozdro, Twoj nudziarz.
niedziela, 11 września 2011
9/11
Zostalem dzis 35-latkiem. Tym samem znalazlem sie po tej niewlasciwej stronie lat trzydziestych (wrong side of thirties), jak sie tu mowi. Jestem ogolnie zadowolony i wdzieczny za pamiec rodziny i przyjaciol. Wyplynelismy dzis w krotki rejs. Spotkalismy rozbitka na malutkiej wyspie, skulonego pod dwiema palmami:
wtorek, 06 września 2011
Zyciorys Stachury
Kiedy miałem 11 lat, rodzice doszli do wniosku, że należy opuścić słodką Osiedliliśmy się w ponurym miasteczku, w Aleksandrowie Kuj. Było to Zrodlo: http://www.poema.art.pl/site/itm_801_yciorys_pisany_przez_stachure_w_podaniu_na_kul.html
czwartek, 25 sierpnia 2011
Wewnetrzny konflikt
Nie moge isc do przodu, bo nie pozwala mi na
to wewnetrzny konflikt.
Chce go ugasic gasnica, nie
benzyna.
Jestem juz zmeczony.
Dzien swistaka obochodze codziennie na
nowo.
Czy inhibitor zwrotnego wychwytu by mi
pomogl?
Nie chce na niego liczyc.
W moim biurowcu nie ma okien.
Jestem wiezniem i zakladnikiem.
Nie ma drzwi wyjsciowych.
Nie ma.
Nie.
wtorek, 23 sierpnia 2011
czwartek, 18 sierpnia 2011
Co moze dac szczescie?
Szczesliwy czlowiek ma poczucie sensu. Ze nie zyje glupio, ze kazda chwila sie LICZY. To po pierwsze. Cieszy tez cel. Dalej: dyscyplina w podazaniu za tym celem, dzieki ktorej moge zaufac swoim kompetencjom. Jezeli lamie swoje wlasne zasady, nic dziwnego, ze czuje sie beznadziejnie. Sens, cel i dyscyplina. To wszystko? Nie! Jeszcze dystans do samego siebie i humor. Pozytywne myslenie, czyli nadzieja, ze zawsze moze byc lepiej. Nawet jezeli wlasnie siedzisz w kaluzy.
wtorek, 16 sierpnia 2011
Jest dobrze
a bedzie jeszcze lepiej ;). Tylko moglem
dzis nie zapomniec komorki i notesu. Ale to nic. Slucham sobie RMF FM przez neta
i pisze scenariusze testowe, ktore mam dzis skonczyc.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Po weekendzie
Dobrze sie dzis czuje. Weekend mialem dobry - czysty i pracowity. Nie
wyprowadzila mnie z rownowagi dziura w detce mojego roweru odkryta rano. Troche
sie spoznilem, ale nieduzo.
Kolezanka wrocila z urlopu. Wczesniej ja
bylem na urolpie, wiec dawno sie nie widzielismy. Opowiadala o 10-dniowym
festiwalu w jej rodzinnej miejscowosci. Wszyscy sie tam znaja. Chcialbym zyc w
takiej spolecznosci. W naszym nowym domu mieszkamy juz ponad trzy
lata, a mimo tego jeszcze nie mielismy okazji poznac sasiadow. Kobiety z
przeciwka nie odpowiadaja mi gdy rzucam im zwyczajowe "hello, how r u" gdy je
nieraz widze wsiadajac do samochodu. Dlatego czuje sie odizolowany.
Chcialbym kiedys wrocic do Polski, ale to
bardzo drogi kraj w relacji do zarobkow. Musielibysmy miec naprawde duzo
oszczednosci zeby sie na to zdecydowac...
Swieci slonce. Nie jest tak zle. "To nie
frustracja cie zabija, tylko samobojstwo".
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam blogi
|